Byłam stara, wielka i gruba, czyli moja droga do siebie

Byłam stara, wielka i gruba

Rok 2014 był dla mnie przełomowy.

Miałam 41 lat.
Za sobą małżeństwo, które nie przetrwało nawet roku,
przy sobie 17 – letniego syna,
przed sobą ciemność.
Nic mnie już dobrego, ani ciekawego nie czeka – tak wtedy myślałam. Przegrałam życie.
Pracowałam w administracji państwowej, w której nigdy nie chciałam pracować.
Moja praca była najgłupsza i najnudniejsza pod słońcem, nienawidziłam jej.
Płacili mi grosze, na przysłowiowe waciki.
Byłam w związku partnerskim od dziesięciu lat.
Dobrym. Stabilnym. I przewidywalnym.
Wieczory spędzaliśmy przed telewizorem chrupiąc solone orzeszki i paluszki.
Na dzień dobry i na do widzenia dawaliśmy sobie przykładnie buziaka.
Spaliśmy w jednym łóżku, ale nie pamiętałam kiedy się ostatnio kochaliśmy.

Byłam stara wielka i gruba.

Nie potrzebowałam seksu.
Wystarczyły mi te poranno-wieczorne buziaki i przytulanie.
Uznałam, że po 40-tce to już się po prostu nie chce kochać. Staje się to nieważne.
Miewałam kilkumiesięczne przerwy w miesiączkowaniu.
Czułam, że menopauza coraz bliżej.

Byłam stara wielka i gruba.

W 2011 roku stwierdzono u mnie depresję.
Brałam leki i odbyłam serię wizyt u psychoterapeuty.
Psychoterapeuta powiedział, że ta moja depresja to taka lekka jest w sumie i szybko sobie z nią poradzę. Oburzyłam się – lekka?! Dlaczego nikt mnie nie bierze na poważnie, ja jestem przecież w ciężkiej depresji! Myślę, że chciałam umrzeć. Nie chciało mi się żyć wtedy.
Przecież nic mnie już dobrego, ani nowego nie czeka – tak wtedy myślałam.

Byłam stara wielka i gruba.

W 2012 roku stwierdzono u mnie niedoczynność tarczycy.
I hiperprolaktynemię związaną z mikrogruczolakiem na przysadce.
Nie wiem co było pierwsze – depresja czy tarczyca i wysoka prolaktyna, to się przecież często razem sprzęga.
Okazało się, że te nieregularne miesiączki wynikają ze zbyt wysokiej prolaktyny właśnie.
Szkoda.
Bo w sumie już się z tym pogodziłam.
Że menopauza coraz bliżej. Prolaktyna jest hormonem odpowiadającym, między innymi za laktację.
Fakt, miałam wielkie, nabrzmiałe piersi i wzdęty brzuch.
Czułam się jak w permanentnej ciąży, albo jak matka wiecznie karmiąca.
Myślę, że chciałam umrzeć. Nie chciało mi się żyć wtedy.
Przecież nic mnie już dobrego, ani ciekawego nie czeka – tak wtedy myślałam. Przegrałam życie.

Byłam stara, wielka i gruba.

Nie podobałam się sobie. Ważyłam 75 kilo.
Co najmniej o 10 za dużo. Czułam się jak wieloryb.
Próbowałam różnych diet, biegałam, chodziłam do fitness klubu. W końcu odpuściłam.
W związku z moją tarczycą, nie mogłam schudnąć.
Pozbyłam się za małych ciuchów, które sześć czy siedem lat przeleżały w szafie.
Bo byłam taka gruba już długo. Od 2007, albo 2008.
A może jeszcze wcześniej. Nie pamiętam.
Na pewno już nigdy się w te ciuchy nie zmieszczę – uznałam.
Myślę, że po 40 –tce to już się nie da schudnąć.
Czułam, że menopauza coraz bliżej.

Byłam stara, wielka i gruba.

OK, więc byłam stara i gruba, ale dlaczego wielka?
Bo czułam się ogromna i wszerz i wzwyż.
Mam 170 cm wzrostu, nie jakoś mega dużo, ale zawsze byłam wyższa do większości koleżanek.
I zawsze chciałam być taką malutką drobną kobietką. Tak. Tak właśnie chciałam. Inaczej, niż było.

Byłam stara, wielka i gruba.

Rok 2014 był dla mnie przełomowy.

W tymże przełomowym 2014 r. usłyszałam o szkole Coachingu Oddechem.
Nie miałam na nią pieniędzy. Czułam całą sobą, że bardzo chcę iść w tym kierunku, ale nie miałam pieniędzy.
Nigdy nie miałam na nic pieniędzy. Zwłaszcza na swoje potrzeby i pasje. Zazdrościłam innym, że chodzą na różne warsztaty i kursy, bo ja nie mogłam sobie na to pozwolić.
Czytałam tylko książki i darmowe materiały w internecie. I czytałam siebie.
Od zawsze wiedziałam i widziałam więcej, patrzyłam jakby ponad szczegółem, ponad człowiekiem z jego problemem, ponad kłótnią czy nieporozumieniem.
Znajdowałam tam rozwiązania, które wydawały mi się zupełnie proste. Tak proste, że dziwiłam się, że nikt wcześniej na to nie wpadł. Nie zawsze byłam rozumiana, kiedy się nim dzieliłam. Ale w większości przypadków tak. Dzieliłam się jednak tylko z najbliższymi przyjaciółmi, bo to nie było dla mnie nic wielkiego. Ot, widzę rozwiązanie ponad wymiarami.

Jeśli jesteś ciekaw / ciekawa dalszego ciągu tej historii zapraszam tutaj:

Jak udało mi się schudnąć, odzyskać siłę i radość życia?