Tarot

Rirriz / Pixabay

Moje spotkanie z Tarotem  cz. 1

Od zawsze wiedziałam i widziałam więcej, patrzyłam jakby ponad szczegółem, ponad człowiekiem z jego problemem, ponad kłótnią czy nieporozumieniem. Znajdowałam tam rozwiązania, które wydawały mi się zupełnie proste. Tak proste, że dziwiłam się, że nikt wcześniej na to nie wpadł. Nie zawsze byłam rozumiana, kiedy się nim dzieliłam. Ale w większości przypadków tak. Dzieliłam się jednak tylko z najbliższymi przyjaciółmi, bo to nie było dla mnie nic wielkiego. Ot, widzę rozwiązanie ponad wymiarami.

Będąc licealistką wycięłam sobie z jakiejś gazety karty Tarota. Nie pamiętam dokładnie który to był rok. Pamiętam, że karty były dość kolorowe i były to same Wielkie Arkana. „Wróżyłam” namiętnie sobie i wszystkim koleżankom, wróżby się sprawdzały. Zarówno te w sprawach ważnych, jak i drobnych codziennych. Nie traktowałam tego jednak zbyt poważnie, ot raczej jak dobrą zabawę. Myślałam, że wszyscy tak mają i mogą, że chodzi po prostu o moje spojrzenie z dystansu, nie będąc zaangażowaną emocjonalnie, stojąc z boku. Ale okazywało się, że nie wszyscy tak mają jednak. Dziś wiem, że wszyscy tak mają. Tylko nie widzą. Nie chcą widzieć, zapomnieli widzieć, boją się widzieć. Albo nie mogą. Przyczyny są różne.

Moje spotkanie z Tarotem  cz. 2

W 1997 roku urodził się mój Syn. Wtedy też przyszedł do mnie Tarot Marsylski. Talia wraz z książką Heleny Starowieyskiej. Wydawnictwo HSJ 1996 r. Nie mam pojęcia skąd mam tę książkę i talię, zwyczajnie nie pamiętam. Może od kogoś dostałam, może kupiłam. Nie wiem. Nie przepadam za Tarotem Marsylskim jako takim, książka też napisana jest w sposób nie do końca ze mną rezonujący. Ale nie miałam nic innego.

Odtąd spotykałam się z Tarotem regularnie w miarę. U zaprzyjaźnionej wróżki, przyjaciółki mojej mamy. Stawiając mi karty mówiła do mnie tak, jakbym doskonale wiedziała o co chodzi. Przykładowo, pokazując na którąś z kart, mówiła: “Widzisz tę kobietę – to ona tutaj mąci – Ty wiesz kto to jest i jak to rozwiązać”. Czasem wiedziałam, czasem nie. Wracałam do domu, brałam swoją trudną książkę o Tarocie Marsylskim i czytałam znaczenia kart.
Przy którymś spotkaniu Pani Wróżka stwierdziła, że sama sobie powinnam wróżyć.
– Po co ty do mnie dziewczyno przychodzisz? – pytała – Przecież odpowiedź jest już w tobie, wiesz doskonale co robić. Jeśli zaś chodzi o karty – masz o wiele większy potencjał niż ja.
Śmiałam się z jej gadania i zaprzeczałam. Ale rozkładałam karty koleżankom. Były zadowolone, wszystko się sprawdzało. Przy którymś razie, po którejś kolejnej trafnej wróżbie, zwyczajnie się wystraszyłam. Wystraszyłam się swojej „mocy”. Bo tak wtedy myślałam, że to moja moc i że ja to robię.

I dzięki temu mojemu kilkuletniemu rozstaniu z kartami dziś wiem co to znaczy nie chcieć widzieć, bać się widzieć i zapomnieć widzieć.

Moje spotkanie z Tarotem  cz. 3

Nie wiem jak to się stało. Nie wiem co się stało. I nie wiem skąd przyszło. Nagle zdałam sobie sprawę, że są inne talie niż Tarot Marsylski. Przemawiają lepiej, jaśniej, bardziej zrozumiale.
Odkryłam Vision Quest. Odradzano mi jego zakup, sugerowano klasycznego Ridera Waite’a. Dałam się zwieść i zakupiłam Waite’a. Małego kieszonkowego, do nauki wraz z książką. Zaczęłam czytać opisy kart i zdumiałam się. Wiedziałam, jakie znaczenie ma jaka karta. Wiedziałam to po prostu patrząc na nią. Nawet nieużywane niemal do tej pory Małe Arkana przemówiły jasno i wyraźnie. To było we mnie. Od zawsze. Od poprzedniego wcielenia. Nie wiem. Po prostu było. Nie mogłam zapomnieć o Vision Quest i już następnego dnia pobiegłam go kupić.
Dziś jestem posiadaczką kilkunastu różnych talii. Żadna jednak nie przemawia do mnie tak silnie i jasno jak Vision Quest. No może jeszcze Osho Zen. Ale on przyszedł znacznie później.
Osho Zen przyszedł do mnie, kiedy byłam już na drodze oddechowej, ustawieniowej i pojednaniowej.

Teraz pracuję kartami tak, jak lubię najbardziej. Pomagają mi uzyskać szerszy wgląd w problem mój lub klienta. Włączam je w całokształt swojej pracy. Czasem ktoś chce przyjść tylko na karty. W porządku. Rozkładam.
To bardzo użyteczne narzędzie.

Jeśli jesteś zainteresowany taką pracą z Tarotem, skontaktuj się ze mną.

KONTAKT

Katarzyna Stańczak
Coache oddechem i certyfikowana terapeutka połączonych metod:
– Systemowej pracy z rodziną wg Berta Hellingera
– Szkoły Miłości w Rodzinie wg etyki Prekop

A jeśli chcesz poczytać mój blog o Tarocie – znajdziesz go tutaj:

Tarot – wyższe poznanie