Rodzice dają, dzieci biorą

Rodzice dają, dzieci biorą

Pierwszy porządek miłości pomiędzy rodzicami a dziećmi polega na tym, że rodzice są tymi, którzy dają, a dzieci tymi, które biorą. Rodzice dają dzieciom to, co wcześniej sami dostali od swoich rodziców i co, jako para, przyjmują od siebie nawzajem. Dzieci zaś, w pierwszej kolejności przyjmują swoich rodziców, jako rodziców, w drugiej biorą wszystko to, co od nich dostają, a co z kolei przekażą swoim dzieciom,  kiedy same będą rodzicami.
Bert Hellinger “Miłość Ducha. Czym jest i jak osiąga spełnienie”.

Rodzice dają, dzieci biorą

Pytania od klientów:

  1. Moja mama wspomaga mnie finansowo, ale w związku z tym uważa,że ma prawo kontrolować moje wydatki.
    Ponieważ nie pochwala tego, czym się interesuję, zabrania mi uczestnictwa w warsztatach rozwoju osobistego i chodzenia na jogę.
  2. Mój ojciec kupił mi mieszkanie, ale jest jego współwłaścicielem. W związku z tym trzyma mnie, niejako, w garści i rości sobie pretensje do sterowania moim życiem. Nie zgadza się, między innymi, żeby zamieszkał ze mną, w tym mieszkaniu, mój chłopak.

Jak to się ma do “brania” od rodziców? Jak to się ma do tego, aby pozwolić sobie brać, aby pozwolić sobie od nich przyjmować, żeby móc dawać dalej?

Odpowiadam:
Zwróć uwagę na ostatnie zdanie w cytacie Hellingera:
Dzieci zaś, w pierwszej kolejności przyjmują swoich rodziców, jako rodziców, w drugiej biorą wszystko to, co od nich dostają, a co z kolei przekażą swoim dzieciom,  kiedy same będą rodzicami. 

Zwróć uwagę na to ostatnie zdanie. Mowa o dzieciach.  O dzieciach rozumianych, jako istoty nieletnie i zależne od rodziców. Kiedy owe dzieci stają się “letnie”, przekazywać mają dalej – swoim dzieciom. Takiż to jest ów porządek.
Czy to aby nie czas, droga Kobieto, drogi Mężczyzno, aby przekazywać dalej?
Czy to nie czas, aby wreszcie dorosnąć?
Ile masz lat – 30, 40, 50? Jak długo chcesz jeszcze od nich brać?
Widzisz, dynamika jest taka, że jeśli masz poczucie, że dostałeś od rodziców w dzieciństwie za mało, to możesz utknąć w tym wzorcu na wieki. W wiecznych pretensjach i w wiecznym braku, w ciągłych roszczeniach o więcej i więcej. A oni w tym swoim warunkowaniu, z miłością pokazują ci w jakim miejscu stoisz. W miejscu tego dziecka, które nie nasyci się nigdy. A nie nasyci się, bo ten twój brak ma lat dwa, trzy albo cztery, czasem naście – stamtąd idzie, tam utknął i nijak się go nie wypełni, gdy lat ma się już dziesiąt.
Czasu się nie cofnie, nie ma takiej możliwości.Jedyne co możesz zrobić to uznać to, co dostałaś i zgodzić się z tym, czego nie dostałaś.

Mamo, Tato, to co mi daliście, wystarczy. Resztę dam sobie sam/sama.

Przychodzi taki czas, kiedy pisklaki wyfruwają z gniazda. Różnie to w naturze bywa, czasem chętnie wyfruwają same, czasem rodzice muszą je wypchnąć. A czasem żadne z pokoleń się do tego odcięcia pępowiny nie kwapi. I to też jest w porządku. Jeśli rodzice wciąż chcą ci dawać i wciąż mają z czego, a ty wciąż chcesz brać, to jest w porządku. W porządku, jeśli ci to pasuje. Ale w tych pytań wynika, że jednak nie do końca pasuje.
I tutaj po raz kolejny kłania się nam dorosłość i odpowiedzialność, o których pisałam już nie raz i nie dwa, np tu:

Odpowiedzialność a wina  i tu:  O dorosłości bez walki

Sęk w tym, że te dwa pojęcia idą w parze.

Dorosłość = odpowiedzialność.

Za siebie, a potem również za innych, (czytaj: za swoje nieletnie dzieci). A to czego chcesz Ty – to dorosłość bez odpowiedzialności. Tak, jak nastolatki, znasz? Roszczeniowo wymagające – wszystko im daj, na wszystko pozwól, bo są przecież prawie dorosłe.
Ja znam bardzo dobrze, pamiętam te czasy buntu i poczucia bycia nierozumianą przez rodziców.

Póki mieszkasz pod moim dachem, musisz się dostosować – mówił mój Tata.
Póki jesteś od nas zależna finansowo, musisz nas słuchać – mówiła Mama.

Mieli rację. Nie pasuje ci?
To się wyprowadź i przestań w końcu brać.

Mamo, Tato, to co mi daliście, wystarczy. Resztę dam sobie sam/sama.

I teraz zadaj sobie jedno proste pytanie. Tu zacytuję Annę Choińską, która ujęła to na jednym z warsztatów doskonale. A to pytanie, które chcę, żebyś zadał/zadała sobie brzmi:

W jakiej ja szkole jestem – jako dziecko przy mamie i tacie, czy jako dorosły w szkole życia?

Jeśli zachowujesz się jak dziecko, masz pretensje jak dziecko, wciąż wymagasz od rodziców jak dziecko i chcesz wciąż od nich jak dziecko brać, nie dziw się, że traktują cię jak dziecko i dają ci warunkowo.
Masz dzieci? Masz małe dzieci? Nawet, jeśli ich nie masz, czy wyobrażasz sobie dać małemu nieletniemu dziecku przykładowo 500 tys. PLN i pozwolić, żeby zrobiło z tym co zechce? Jeśli jesteś milionerem i te 500 tys. to dla ciebie tyle, co splunąć, być może jest to dla ciebie możliwe. Ale zakładam, że jesteś przeciętnym człekiem, dla którego 500 tys. stanowi jednak sumę całkiem konkretną. To co, pozwoliłbyś? Pozwoliłbyś nielatowi na swobodne dysponowanie tą kasą?

A na koniec opowieść o tym jak daje dorosły dorosłemu. Bez warunkowania.

Wyobraź sobie, że jesteś bajecznie bogaty i darujesz swojemu najlepszemu przyjacielowi nowiutkie błyszczące porsche.
I cóż robi Twój przyjaciel?
Otóż biegnie do garażu po młotek i zaczyna walić nim w Twój prezent.
Rozwala szybę, przednią maskę, rozwala reflektory.
Na koniec wskakuje na samochód i dokonuje ostatecznych zniszczeń własnymi nogami.
Po czym podnosi na Ciebie rozradowaną twarz.
– Dzięki – mówi – zawsze marzyłem o takiej chwili.
Zawsze chciałem poczuć, jak to jest rozwalić taki drogi samochód.
Pewnie nie odważy bym się na to, gdybym wydał na nie wszystkie oszczędności,
ale skoro dostałem je od ciebie w prezencie…
Czuję się fantastycznie.

Jakbyście się poczuli się  w takiej chwili?
Czy pożałowalibyście, że zrobiliście przyjacielowi taki prezent?
Czy też uważalibyście, że mogliście wydać swoje pieniądze inaczej
lub też obdarować samochodem kogoś innego?

Mało kto potrafi sobie poradzić z taką sytuacją.
A przecież kiedy coś komuś dajesz, to już nie jest Twoje.
Jest jego (obdarowanego).
Co za tym idzie, może on, jako właściciel zrobić z tym, co chce.
Gorzej, gdyby się nie cieszył, prezent okazałby się nie trafiony.
Ale przecież  przyjaciel był autentycznie ucieszony.
Sprawiliście mu radość.

A kiedy dajesz komuś pieniądze, zamiast prezentu (zdarza się, np. w prezencie ślubnym),
czy uważasz, że wolno Ci wpływać na to, na co je wyda?
Możesz wskazywać komuś drogę, jeśli wydaje Ci się słuszna.
Ale to czy nią pójdzie, to już jego sprawa.
I pamiętaj też o tym, że Twoja droga nie jest jedyną.
Ktoś inny może być szczęśliwy robiąc coś całkowicie odmiennego.
Żyj i pozwól żyć innym.

 

Zapraszam na warsztaty i sesje indywidualne.
Katarzyna Stańczak
coach oddechem i certyfikowana terapeutka połączonych metod:
– Systemowej pracy z rodziną wg Berta Hellingera
– Szkoły Miłości w Rodzinie wg etyki Prekop

KONTAKT

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o