Skąd bierzesz zdjęcia? Jakie zdjęcia w sieci zamieszczasz?

Skąd bierzesz zdjęcia? Jakie zdjęcia w sieci zamieszczasz?

– Fajne auto, pewnie dużo kosztowało?
– No coś ty. Nic nie kosztowało. Stało na parkingu, to sobie wzięłam. Ale wdzięczna jestem właścicielowi, że tam postawił i mogłam skorzystać. Kimkolwiek jest. Hej, właścicielu! Dziękuję!

Czy zadowolony byłbyś, gdyby to auto było twoje? Jak byś się z tym czuł? 
A sam zrobiłbyś tak? Ukradłbyś czyjś samochód? Przecież stoi, nikt nie pilnuje. Nie? Nie jesteś złodziejem?
A jakbym ci powiedziała, że zrobiłeś to niejeden raz i robisz wciąż od nowa?
Nie wierzysz?

Skąd bierzesz zdjęcia?

Taka właśnie kradzież ma miejsce, kiedy znajdujesz sobie zdjęcie w google grafika, albo gdziekolwiek w sieci, wrzucasz na swoją stronę, albo w swój post i piszesz “źródło – internet”.
Za każdym razem przyglądam się temu z ciekawością.
“Źródło – parking pod blokiem”. “Źródło – miasto Warszawa”. “Źródło – Polska”. “Źródło – świat”.
Przecież wszyscy jesteśmy połączeni, prawda? No to wszystko jest wspólne.
My, ludzie zajmujący się rozwojem duchowym, doskonale to wiemy. Wszyscy połączeni.
To, jaka to różnica, czy auto twoje czy moje? Weźmy sobie, co chcemy. Czy tak?

Skąd bierzesz zdjęcia?

Jestem coachem systemowym, albo, jak niektórzy mówią, “ustawiaczką”.
Zajmuję się ustawieniami systemowymi wg Berta Hellingera. Traktują one, przede wszystkim, o porządkach. Porządkach w systemie, rodzinie, świecie. Jednym z tych porządków jest uszanowanie tych, którzy byli przed nami.
W pierwszej kolejności więc tego, kto stworzył dzieło, firmę, przedmiot.
Dzięki komu możemy z tego korzystać i się tym cieszyć.
Następnie tych, od których nabyliśmy, czyli wcześniejszych właścicieli samochodu na przykład.
Gdyby fabryka nie stworzyła, a Kowalski nie kupił, nie moglibyśmy kupić od niego my, więc nie mielibyśmy czym jeździć.

Skąd bierzesz zdjęcia?

Usłyszałam kiedyś od pewnej osoby, że to, co w internecie, jest własnością internetu.
I, jeśli nie podpisane, to znaczy, można brać. Sęk w tym, że nie można. I jeszcze większy sęk w tym, że często ludzie biorą, nawet, jak podpisane.
Czasem właścicielem zdjęcie czy tekstu nie jest pojedynczy człowiek, tylko firma, przedsiębiorstwo, spółka.
Ale nie ma takiej formy prawnej, jak “internet”. Po prostu nie ma. Jak znajdujesz poprzez google grafika jakieś zdjęcie, to ono jest czyjeś. Stworzył je człowiek. Konkretny człowiek.
Jeśli nie jest podpisane, prawdopodobnie ktoś je kupił. Kupił od twórcy i ma do niego wyłączne prawa.
internet to po prostu przestrzeń, do której każdy ma dostęp, tak, jak i ulica, czy ów parking pod blokiem. Dokładnie taka sama.
Dlaczego więc oburzasz się, gdy pytam, czy wziąłbyś samochód, a nie oburzasz się, gdy bierzesz zdjęcie? 

Skąd bierzesz zdjęcia? Jakie zdjęcia w sieci zamieszczasz?

 A teraz coś jeszcze. Wyobraź sobie, że tańczysz emocjonalny taniec. Uwalniasz emocje, puszczasz wszystko, jesteś tylko ty i twój taniec. To może być na jakimś warsztacie, albo we własnym domu.
Dajesz sobie przyzwolenie na pełen luz, płaczesz, śmiejesz się, krzyczysz.
Dobrze tak czasem uwolnić ciało, gardło, dać
upust temu, co w tobie gra…
Tańczysz,robisz różne miny, raz to grymas bólu, rozpaczy, raz dziki śmiech. Zrzucasz sweter, bluzkę, jesteś sam, albo w zaufanym towarzystwie, możesz sobie na to pozwolić.
Potem potem padasz zmęczona, jesteś z tym, co w tobie, napawasz się, odpoczywasz.
rmac8oppo / Pixabay
A teraz pomyśl, że ktoś zrobił ci w czasie tego tańca zdjęcia. Albo nakręcił film. Ty nic o tym nie wiesz.
A on, nic nie mówiąc i nie pytając cię o zgodę, umieścił go w internecie.
Co gorsza, na Facebooku, który może zrobić ze wszystkim co tam zamieszczone, co tylko zechce. To akurat osobna, choć też ważna historia. Facebook ma nieograniczone prawo do wszystkich rzeczy, które na nim publikujesz. Czy to zdjęć czy tekstów. Nie wierzysz? A zadałeś sobie trud by przeczytać regulamin, zasady, wszystko od deski do deski?
Polecam. Ciekawa lektura.
Dająca do myślenia również na temat tego, jakie zdjęcia i teksty sam na Fejsie zamieszczasz.
Ale o tym innym razem… Kiedyś może opiszę, albo poszukaj w sieci, wiele już na ten temat pisano.

Skąd bierzesz zdjęcia?

Wracamy do wątku sfilmowania cię bez twojej wiedzy.
Otóż, kiedy nakręcono z tobą, bez twej wiedzy, film, albo zrobiono zdjęcia i opublikowano je w sieci, przychodzi taki ktoś, który uważa, że może sobie zdjęcia z internetu bez żadnych ograniczeń brać, pisząc:”źródło – internet”. Albo i nic nie pisząc. I bierze sobie takie twoje zdjęcie wykrzywione grymasem bólu. Albo półnagie. Intymne w każdym razie. Po prostu sobie bierze. I wrzuca do swojego posta, albo na stronę internetową. I pisze, co tylko chce.
Na przykład “przesadziła z alkoholem”. Albo “niezła laska, brałbym”. Albo “co za pasztet”. Albo nawet i coś, pozornie, pozytywnego. Ale ty nie masz o tym pojęcia. Nie wiesz gdzie zawędrowało twoje zdjęcie. Nie wiesz do czego posłużyło. Nie wiesz też, czy gdzieś kiedyś nie zobaczy go ktoś, komu nie chciałabyś go pokazywać.
Bo jest twoje. Tylko twoje. Prywatne, intymne. Ty decydujesz o swoim wizerunku, o tym, komu chcesz, a komu nie chcesz go udostępniać. I masz do tego pełne prawo.

Zastanów się więc, proszę, dziesięć razy, zanim coś sobie z sieci weźmiesz.
I przemyśl, proszę,  sto razy zanim opublikujesz czyjeś zdjęcie, nie zapytawszy o zgodę…

Zdjęcia, które zamieszczam na swojej stronie internetowej, na funpage’u czy prywatnym profilu na Facebooku są albo mojego autorstwa, albo z serwisu Pixabay.
Zebrane tam fotografie można wykorzystać w dowolnym celu – tak prywatnie, jak i komercyjnie.  To rzadkość, zwłaszcza, że zdjęcia są naprawdę dobrej jakości. Biorąc zdjęcie z serwisu Pixabay, nie trzeba podawać źródła, ani autora. Jednak od kiedy pojawiła się w oprogramowaniu wordpressa wtyczka umożliwiająca zasysanie zdjęć wprost z pixabaya, zasysają się one wraz z podpisem., czyli odnośnikiem, linkiem do podstrony autora. Można ten podpis skasować, ale nie robię tego. Bardzo się z tej dodatkowej funkcji bardzo ucieszyłam.
W ten sposób mogę uszanować autorów tych zdjęć i podziękować im, że mogłam z ich talentu skorzystać.
Dziękuję.

Katarzyna Stańczak.
coach oddechem i certyfikowana terapeutka połączonych metod:
– Systemowej pracy z rodziną wg Berta Hellingera
– Szkoły Miłości w Rodzinie wg etyki Prekop
KONTAKT

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o